25 czerwca 2015

Dziecko w klatce

Wczoraj w wiadomościach mówili o zagrożeniach jakie są w piaskownicy. Szlag mnie trafia jak słyszę to już, któryś raz z kolei. Z roku na rok ciągle to samo.

W piaskownicach, gdzie dzieci beztrosko lepią babki, czai się groza! - stwierdził sanepid. W piasku jest ogromna masa jaj pasożytów, bakterii i zarodników grzybów. Wszystkie te paskudztwa powodują ciężkie do wyleczenia choroby. Niektóre z nich w skrajnych przypadkach mogą nawet okazać się śmiertelne! "

Dzieciom nie długo założą kajdanki na ręce by nie mogły niczego dotykać, bo zaraz się czymś zarażą. Straszą tym, że te paskudztwa wykazują się szczególną odpornością – jaja glist potrafią w ziemi przetrwać nawet 7 do 10 lat.
  
"Jeśli nawet te potwory zimą wyginą, to zaraz pojawią się na nowo wraz z wydalonymi odchodami zwierząt. Każdy sukcesywnie nieodrobaczany pies, czy kot jest nosicielem pasożytów. Wystarczy, że pies załatwi się na piasek w piaskownicy – zainfekuje go bakteriami jelitowymi. Ale nosicieli groźnych mikroorganizmów jest więcej. Wszystkie dziko żyjące zwierzęta są praktycznie zainfekowane pasożytami."


Przesada... Nie dajmy się zwariować. I teraz i 30 lat temu w piaskownicach było tyle samo bakterii, tylko wtedy nikt piasku nie badał. Dzieci powinny być przyzwyczajane i uczone, żeby nic w piaskownicy nie jeść, a po przyjściu do domu ręce umyć. To podstawowe zasady, a nie od razu likwidować place zabaw(ile zarazków na huśtawkach i zjeżdżalniach - fuj! Czy to ktoś badał?) - tak jak u Nas zlikwidowali dzieciom plac zabaw,a na jego miejsce stawiają bloki.






Ile w końcu tym biednym dzieciom zabaw i przyjemności zostanie? Każda przesada jest niezdrowa... .


Przed wyjściem z dzieckiem do piaskownicy, powinniśmy się mocno zastanowić, czy ta zabawa warta jest ryzyka – ostrzega pewien doktor, zajmujący się chorobami pasożytniczymi. Jeżeli już wyjdziemy należy pilnować aby dziecko nie brało do ust niczego, co miało kontakt z piaskiem. Po zabawie trzeba umyć dokładnie ręce ciepłą wodą z mydłem, albo je zdezynfekować.

Wiele matek na pewno będzie innego zdania. Ale ja mam na to takie zdanie. Nie odbiorę dziecku frajdy, jaką jest zabawa w piaskownicy. Za młodu też bawiłam się w piaskownicy i mam się dobrze.W czasach mojego dzieciństwa, ja i moi rówieśnicy bawiliśmy się w piaskownicach razem z psami, kotami, chomikami i czasem kurami i jakoś nikt z nas nie umarł ani nie zachorował z powodu w/w bakterii i pasożytów. Taplaliśmy się w błocie, biegaliśmy boso i bawiliśmy się wszystkim co wpadło w ręce - nikt nie umarł... nikt nie jest kaleką.

Według tych, co mówią o zagrożeniach to najlepiej było by dzieci wsadzić do klatek i wtedy już nie będą na nic narażone. Będą czyste i zdrowe!



A wy jak o tym myślicie? Pozwalacie bawić się Waszym pociechom w piaskownicy?


Pozdrawiam :*
UDOSTĘPNIJ TEN POST

13 czerwca 2015

Pakiet inspiratorki - Rimmel Polska

Dzisiaj inny post niż dotychczas. Mianowicie przychodzę do Was z pakietem inspiratorki od Rimmel Polska. Zostałam ich inspiratorką, jedną z 1000 dziewczyn, które również ową paczuszkę otrzymały. Dla mnie jest to ogromna radość. Pierwszy raz dostałam się do takiej kampanii. A jeszcze wielka radością jest to, że okazał się wspaniałym prezentem na Dzień dziecka! :) 

Ci co nas śledzą na FanPage Viktolandii wiedzą, o co mi chodzi z prezentem na Dzień Dziecka.


Pakiet inspiracji jest zapakowany w prześliczne pudełeczko. Wyglądem przypomina mi torebkę - kopertówkę. W środku można znaleźć:

* Ulotkę
* Tusz RIMMEL wake me up z ekstraktem z ogórka
* podkład RIMMEL WAKE ME UP z witaminą C


Tak prezentują się oba kosmetyki, które mam przyjemność testować.

Jesteście ciekawi mojej opinii na ich temat?
W takim razie:

 ZOSTAŃCIE ZE MNĄ I CZYTAJCIE DALEJ :)


Najpierw kilka słów o podkładzie RIMMEL WAKE ME UP z witaminą C

Początkowe wrażenie było naprawdę wspaniałe, podkład sunie gładko po twarzy, nawet nie muszę nakładać kremu, rozprowadza się bajecznie. Krycie jest dobre, ogólnie moja cera wygląda w nim bardzo ładnie i świeżo, bez efektu maski. Nie ukrywam, że bałam się trochę odcienia podkładu, ale okazało się, że moje obawy były niepotrzebne, kolor trafiony idealnie do mojej cery na twarzy. 



Plusem podkładu jest również pompka, dzięki której mogę użyć tyle podkładu ile chcę. Bez obaw, że wezmę go za dużo lub mi się wyleje gdzieś po tubce. 

Kolejnym plusem jest również jego lekka konsystencja oraz zapach.
Moim zdaniem idealny podkład na letnie dni!



A teraz trochę o tuszu RIMMEL WAKE ME UP z ekstraktem z ogórka


Opakowanie tuszu ma prześliczny zielony kolor. Jeśli chodzi o jego zapach, to nie sądziłam, że może pachnieć jak ogórek. A jednak! Jego zapach jest fenomenalny! <3


Tusz jak dla mnie ma duża szczoteczkę, kształtem mi przypomina"nieskończoność". Ładnie prezentuję się na rzęsach. Dociera do każdej rzęsy, pogrubia je, wydłuża(choć dla mnie to nie za dobrze, bo mam już długie) oraz unosi dając efekt "otwartego oka". Jedynym minusem jaki zauważyłam po stosowaniu tego tuszu to to, że trochę się rzęsy sklejają oraz lekko odbija się na powiece.





 Ale zapach to wynagradza :)

Podsumowując: moim zdaniem idealny zestaw na lato!


Dziękuje za to, że mogłam je przetestować, a dzięki temu stały się one moimi ulubieńcami! :*

A Wy miałyście lub macie je? Jak wam one się spisują? Podzielcie się ze mną opinią dodając komentarz, pod wpisem.

#WakeMeUp #InspiratorkiRimmel




                   

UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.